Translate blog

piątek, 18 grudnia 2015

Coraz bliżej Święta

Czwartek, 21:17

Gorący cydr, pidżamka i kocyk.
Leniuchy, łączmy się <3
Postanowiłam nie dać się pokonać prokrastynacji i napisać coś jeszcze dzisiaj, chociaż ze zmęczenia głowa opada mi na klawiaturę. Pracowałam w zasadzie tylko pół dnia, bo w czwartki mam w grafiku 15:00 - 20:00, ale pięć godzin z tymi gadułami sprawia, że pęka mi głowa. Serio. Każdy kto poznaje moje host potwory mówi że te dzieci ponadprzeciętnie dużo mówią. W zasadzie to nieustający monolog. W samochodzie. W sklepie. W domu. W toalecie. Przy zakładaniu butów, kiedy akurat bardzo nam się spieszy. Przy obiedzie (nie zamykają ziapy nawet jak przeżuwają kotleta.) Milczenie jest złotem, teraz rozumiem to jak nigdy wcześniej...

Hostka ubrała choinkę i przystroiła dom różnymi dziwolągami. Bałwanki są słodkie, ale Mikołaj na pianinie wygląda groźnie. Patrzy tak na mnie spod byka, jakby chciał powiedzieć "Hoł, hoł, hoł, w tym roku zła au pair, która nie lubi dzieci, nie dostanie prezentu." Oh, well... Może to moje sumienie przez porcelanowego Santę podpowiada mi, że powinnam na koniec wykrzesać z siebie więcej entuzjazmuuuu...%^**$#WDEDFG

 ***
Piątek, 8:30

...pokonało mnie zmęczenie. Usnęłam pisząc posta :-P Nie mogę się już doczekać aż hostka z dziećmi wyjedzie na Święta, będzie trochę spokoju. Dzisiaj rano nowa au pair doświadczyła co to znaczy piątek z E.L. Wczoraj obie dostałyśmy maila, że hostka sama odwiezie dzieci do szkoły, a my możemy zostać w domu. Ogarnęłyśmy rano dzieciaki do wyjścia i siedziałyśmy w piżamach czekając aż pójdą, bo obie chciałyśmy wziąć prysznic a potem jechać kupić świąteczne prezenty. Dużo czasu nie było, bo dzisiaj dzieci kończą wcześniej i odbieramy je już o 12:00. Kiedy odwożę obydwoje, wychodzę mniej więcej o 7:55 żeby zdążyć. Ale hostka jest prawie zawsze wszędzie spóźniona. O 8:05 zbiegła na dół powiedzieć, że trochę się spóźniła (też mi nowina) i czy A. (nowa au pair) może zawieźć młodego do szkoły, podczas gdy hostka zawiezie młodą, a potem spotkają się na przedstawieniu świątecznym u młodej. Aha, i trzeba wyjść JUŻ.

Ho, ho, ho, merry, merry...
I tak w całym domu.
No tak, to że trzeba wyjść natychmiast to każda z nas wiedziała, tyle że A. w życiu sama do szkoły dzieci nie jechała, drogi nie zna, i w ogóle hostka tak szybko to wszystko wycedziła i pobiegła, że nowa nawet nie załapała co dokładnie ma zrobić. Więc stała tak na środku salonu z wyrazem paniki na twarzy, i pyta się mnie o co chodzi. Wytłumaczyłam jej jeszcze raz gdzie ma jechać po kolei, wklepałam w GPSa adres szkoły, ubrała się na jednej nodze i pobiegła. Współczuję. Na jej miejscu sikałabym ze stresu. Welcome to my life, my dear...

Tak czułam przez skórę, że powinnam się ubrać, a nie siedzieć w piżamie, bo hostka nie pierwszy raz wypala z taką akcją w ostatniej chwili, ale w sumie dobrze, że tego nie zrobiłam, bo jeszcze kazałaby mi jechać i kwitnąc na tym świątecznym przedstawieniu. A tak mam czas napisać posta... ;-)

Przyszły tydzień to ostatnie dwa i pół dnia pracy <3 Nie wyobrażacie sobie jakie to cudowne uczucie... Z racji tego, że oficjalnie skończyłam już program, ostatnią wypłatę dostanę w piątek, a za te kilka dni w przyszłym tygodniu hostka zaproponowała mi sumę, która w przeliczeniu wynosi... około 4$ na godzinę. Policzyłam kilka razy, bo nie mogłam uwierzyć. Wiedziałam, że jestem tu tanią siłą roboczą, ale żeby aż tak?

W każdym razie Święta idą, niedługo zacznę swoje piękne trzytygodniowe wakacje, będzie grzane wino, koc, kominek, jarmark świąteczny i leniuchowanie. A potem Seattle! Żadnych dzieci, hostek, "schedulów",
appointments i innego badziewia. Wolności, nadchodzę...

P. S. Ciasteczka imbirowe się udały ;-)

Oszałamiające ciasteczka imbirowe,
którymi pachniało
w całym domu. Zdolne my ;)



8 komentarzy:

  1. Hej :) Jakie plany na Seattle? będę w okolicy od 30ego grudnia:))

    OdpowiedzUsuń
  2. O super. Nie mam jeszcze planu co i kiedy chcę zobaczyć. Ale chętnie się spotkam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo tam będziesz?:) od kiedy do kiedy?:)

      Usuń
    2. Myślę, że jakoś 3-14 stycznia

      Usuń
  3. $200:45h/tygodniowo=$4,44/za godzinę, przy czym HF pokrywa a Au Pair nie płaci za: mieszkanie, wyżywienia, wodę, prąd, gaz, ogrzewanie/klimatyzację, wywóz śmieci, internet, często rodzina daje też do dyspozycji telefon komórkowy, ponadto Au Pair otrzymuje na rok $500 na edukację, dwa tygodnie płatnych wakacji, bilet lotniczy w dwie strony. HF poza kieszonkowym Au Pair płaci kilkutysięczną opłatę programową agencji. Nie widzę nic dziwnego w ofercie hostki. Jeśli chcesz wynająć mieszkanie, potrzebna jest również dodatkowa gotówka na kaucję zwykle równowartość jednego miesięcznego czynszu. Jeśli ktoś nie chce być Au Pair, nie ma przymusu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Nie płacę za mieszkanie, ale host rodzina również nie płaci za nie więcej z racji, że ja w nim mieszkam. Internetu też im nie ubywa ani nie ogrzewają domu więcej tylko dlatego, że ja w nim jestem... Więc nie wszystkie z wymienionych przez Ciebie aspektów mają jakikolwiek związek z moim zarobkiem. Poza tym zwykła niania zarabia minimum 15$ na godzinę, a zdarza się i 25$. Zapewniam, że nie jem za 10$ na godzinę. Przyjechałam, doświadczyłam, i mam pełne prawo stwierdzić, że bycie w USA w moim wypadku to wyzysk. Osiągnęłam przy tym kilka korzyści, ponieważ zwiedziłam kawałek kraju, który chciałam zobaczyć, poznałam co nieco ludzi i kulturę. Jednocześnie to co widziałam nie musi mi się podobać. Zdecydowałam się zostać do końca, bo lubię kończyć rzeczy które zaczęłam i wywiązywać się ze zobowiązań. Ale uważam, że praca po 45 godzin w tygodniu stoi w sprzeczności z samą ideą "aupairkowania", bo ciekawe kiedy mam prowadzić życie towarzyskie albo chodzić do szkoły, jeśli zaczynam pracę o 6:45, a kończę o 20:00? W znacznej części krajów europejskich au pair pracuje przeciętnie 30 do 35 godzin. To brzmi dużo rozsądniej. Stypendium w wysokości 500$ nijak się ma do cen zajęć kredytowych i liczby godzin wymaganych przez agencję do zaliczenia programu. Masz chociaż pojęcie ile kosztuje kredyt na jakimkolwiek koledżu w Bay Area? Mnie stypendium pozwoliło na odbycie community classes z yogi, gdzie najmłodszy uczestnik poza mną miał nieco ponad 60 lat... How fun. Odkryłeś/łaś faktycznie Amerykę stwierdzając, że jeśli ktoś nie chce być au pair, nie musi. Ja NIE CHCĘ na pewno być nigdy więcej au pair w USA, bo uważam że tutaj jest to najczęściej forma zatrudnienia legalnego niewolnika, który będzie na każde twoje zawołanie za psie pieniądze. I więcej au pair w USA nie będę, obiecuję. Ale żeby to stwierdzić, musiałam tu przyjechać. Nie żałuję, ale też nie zachwalam. I nie widzę w tym nic dziwnego.

      Na przyszłość, kultura i odpowiedzialność za słowo wymagałyby od autora komentarza przynajmniej użycia nicka. Przedstawiam się Czytelnikom swojego bloga i byłoby bardzo miło gdybyś Ty drogi Anonimowy Użytkowniku jakoś się przedstawił. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Dodam cos od siebie. Bylam au pair w Hiszpanii przez dwa miesiace i to jak mnie tam traktowali oraz inne kolezanki tej samej profesji to kompletnie cos innego porownujac do doswiadczenia tutaj mojego i zasluchanych historii. Chcialam byc au pair bo chcialam byc czlonkiem rodziny-ppznac kulture, pozwiedzac. Moglam tam tez pojechac na truskawki zeby zebrac hajs ale nie chcialam, chcialam byc au pair.brzmi naiwnie? Moze ale bylo tak jak sobie wymarzylam. Do Stanow powiedzmy sobie szczerze zdecydowana wiekszosc gdyby miala mozliwosc pojechania na truskawki do Kalifornii to by wybrala truskawki. Moze placy bola ale normalnie placa i nie zmieniaja Ci schedule co drugi dzien, nikt sie nie spoznia podsumowujac 'thanks for being flexible'.

      Usuń
    3. I żeby nie być gołosłownym podam kalkulacje z oficjalnej strony agencji APC. Koszta które ponosi rodzina to nie jest jakaś wiedza tajemna. Przesłanie agencji też jest jednoznaczne - wybierz au pair bo taniej, a ma flexible schedule, bo z tobą mieszka i zwykle nie powie NIE.

      "AuPairCare au pairs cost under $8 per hour regardless of the size of your family and are typically more affordable than nannies or daycares.Paying late fees for every minute, taking vacation days for sick days and school closures, and seeing increasing rates as families grow - these are among the factors that lead many parents to choose the flexibility and affordability of an au pair over other childcare options like daycare and nannies. Our transparent, flat pricing structure (under $8 an hour), enables you to budget your childcare for the entire year since the cost remains the same, even as your family grows.

      Total costs - $18,183 /yr (covers the stipend paid to your au pair, AuPairCare program fees and the application fee. Program Fees Include:
      Au Pair Screening and Matching
      Au Pair Training Academy
      Au Pair's Travel and Accident Insurance
      International Airfare for your au pair
      Year-long support from AuPairCare and your local Area Director)"

      Dla porównania, podstawowe roczne koszty zatrudnienia tradycyjnej pełnoetatowej niani:
      - jeśli zarabia 10$/h: 10*45*51= 22 950$
      - jeśli 15$/h: 15*45*51= 34 425$
      - jeśli 20$/h: 20*45*51= 45 900$

      Dodatkowo, nadgodziny zwykle płatne są więcej, podobnie jak praca w godzinach wieczornych. Moje nadgodziny dla przykładu płatne są NIC, a Wuuu pracuje za bodajże 7 czy 8$ jeśli robi nadgodziny.

      Więcej na temat kosztów opieki nad dziećmi w USA można poczytać tu, jeśli ktoś jest ciekaw: http://www.care.com/child-care-nanny-cost-p1145-q83979.html

      Nie próbuję tutaj nic udowodnić ani deprecjonować programu, ale wkurza mnie jak ktoś się rozwodzi nad tym jakich to poważnych kosztów nie ponosi rodzina zatrudniając au pair. Parafrazując wypowiedź Anonimowego komentatora powyżej, prywatna opiekunka do dzieci jest dla tych, którzy mają pieniądze. Jak kogoś nie stać, nie ma przymusu.

      Usuń